Na serio nie rozumiem jak można wywalić pustą butelkę po napoju na parkingu samochodowym. Rzucić ją tak bezczelnie na środku podjazdu dla aut! Serio nie kumam!

Chyba, że siedzę sobie na krawężniku, odstawiam na bok butelkę po napoju, który właśnie wypiłam. I oto dostaję telefon, że muszę już iść, więc zrywam się na równe nogi i zapominając zupełnie o butelce – lecę na spotkanie. A wiatr miota butelką na wszystkie strony po parkingu.

Wtedy to rozumiem.

 

I nie kumam jeszcze jak można nie przepuścić w drzwiach osoby wychodzącej. Przecież każdy dobrze wychowany człowiek wie, że to wychodzący mają pierwszeństwo. No nie kumam!

Chyba, że akurat wchodzę do sklepu, totalnie zamyślona, zatopiona w swoich rozmyślaniach i zupełnie nie zauważam, że ktoś chce z niego wyjść i że powinnam mu ustąpić. Czasem jestem tak oderwana od swojego „tu i teraz”, że potrafię nie zauważyć, że ktoś mnie potrącił albo ofuknął.

Wtedy to kumam.

Nie rozumiem jak można rzucić obsmarkaną chusteczkę ot tak, na chodnik. No serio, nie kumam!

Chyba, że właśnie idę chodnikiem, wysmarkałam nosa, chcę wyrzucić chusteczkę, ale w ostatniej chwili wiatr wyrywa mi ją z dłoni i zaczyna turlać ją po ziemi, a ja się spieszę i nie mam czasu biegać za nią po całym osiedlu.

To wtedy rozumiem.

Nie kumam jak można odpowiedzieć coś głupio drugiemu człowiekowi. Tak głupio, że aż przykro. Czy to nie wiadomo, że będzie mu przykro? Nie kumam, serio.

Chyba, że właśnie ktoś zaskoczył mnie czymś i próbuję być dowcipna. Lecz zamiast zgrabnego pogodnego żartu, wychodzi mi, całkiem niechcący, jakaś kwadratowa kamienna poczwarka. Wcale nie śmieszna, za to dotkliwa. A mi jest tak głupio, że nie wyszło, że nawet nie przeproszę, tylko brnę w tę głupotę dalej z uśmiechem.

To wtedy rozumiem.

No i nie rozumiem, jak można zjeść batonika i rzucić papierek pod nogi? No przecież taki straszny śmietnik zaraz robi się dookoła. Serio nie kumam tego wcale.

Chyba, że batonika jadłam parę dni wcześniej i z braku kosza na śmieci, włożyłam papierek po nim do kieszeni a potem wyciągałam z niej rękawiczki i nawet nie zauważyłam, gdy wypadł mi z niej również papierek.

Wtedy to kumam.

Nie rozumiem, jak można krzyczeć na bliską osobę. I to jeszcze w miejscu publicznym! No nie rozumiem!

Chyba, że właśnie miałam zły dzień. Taki totalnie zły dzień. A mój mąż, totalnie niechcący, nacisnął mi na odcisk i zamiast kupy śmiechu wyszła kupa złości, która podniesiona do potęgi oczu w nas wplepionych, porwała mnie totalną agresją słowną, za którą bezmyślnie poszłam.

To wtedy rozumiem.

I już totalnie nie rozumiem jak można przy obecnych obostrzeniach chodzić po ulicy bez maseczki. No tego nie kumam wcale.

Chyba, że akurat wyszłam z domu, zaabsorbowana swoimi sprawami i zupełnie zapomniałam o maseczce. I idę tak ulicą, z uśmiechem na twarzy i poczuciem szczęścia, że nie wiem czemu, ale tak mi dobrze się dzisiaj idzie.

To wtedy kumam.

Mogłabym tak jeszcze wypisać tutaj całe stado równych rzeczy, których nie rozumiem. Ale czasami wystarczy odrobina empatii i pomślunku, żeby jednak zrozumieć. A nawet, gdy się nie rozumie, to i tak nie oceniać. Bo pamiętajmy – jaką miarą sądzimy, taką i nas osądzą.

A zdjęcia – od czapy. Aby się milej czytało 😉