Dzieciaczki Robaczki 😉

Dziś chciałabym porozmawiać z Wami o czymś, co zgoła i absolutnie wykracza poza moje kompetencje 😉 A skoro się nie znam, to się wypowiem, jako statystyczny Polak 😉

Co to dzisiaj Wam wymyśliłam? Ano słuchajcie 😛

Sytuacja, w której wszyscy się nagle znaleźliśmy jest tak dla Was, jak i dla nas – zupełnie nowa. Nie martwcie się, że nie macie zbyt wiele pojęcia o zdalnym nauczaniu. MY TEŻ NIE!!! 😀 (W sensie: ja nie mam 😛 ale jako osoba z przerośniętym ego – piszę o sobie w liczbie mnogiej 😉 ). Dla nas jest to podobnie trudne – jak dla Was. Dlatego popełniamy błędy: albo Was przeładowujemy materiałami i zadaniami albo dajemy Wam bardzo mało, żeby Waś nie obciążać a wtedy Wy macie wrażenie, że się Wami nie interesujemy. Znalezienie złotego środka chwilę potrwa. Mam nadzieję, że już kolejny tydzień będzie lepszy: spokojniejszy i bardziej owocny.

Ale tak generalnie to nie o tym chciałam. To był tylko przydługi wstęp.

Być może nie wiem za wiele o zdalnym nauczaniu i uczeniu się, AAALEEEE!!! jako osoba, która od wielu lat prowadzi swoją działalność, czyli jest sobie szefem: sama sobie „sterem, żeglarzem i okrętem” 😉 Co oznacza, że mam całkiem spore doświadczenie w organizacji swojego czasu 😛 Nie twierdzę, że jestem w tym Mistrzem (chociaż jestem naprawdę całkiem niezła 😛 ) a wszystko, czego się w tej kwestii nauczyłam pochodzi z jednej JEDYNEJ, za to absolutnie genialnej książki Briana Tracy’ego „Zjedz tę żabę”. Książka jest absolutnie wspaniała i w odpowiednim momencie uratowała mnie przede mną samą 😛 (długa historia, może kiedyś Wam opowiem 😉 ) Nie dam rady jej Wam tutaj całej streścić (z resztą nie wszystko tak dobrze pamiętam) ale podam Wam parę najistotniejszych rad na tacy:

  1. „Zjedz tę żabę”

    Sam tytuł książki wziął się z zaobserwowania pewnego zjawiska, które polega na odsuwaniu w nieskończoność niechcianego zadania. Każdy z nas, niemal każdego dnia, ma do wykonania jakąś rzecz, której nie lubi, nie chce, boi się. To jest właśnie owa „żaba”. Teoria Tracy’ego (a ja ją popieram również swoim doświadczeniem :P) polega na tym, żeby kiedy już przejdziemy do produktywnej części dnia, pierwsze co powinniśmy wykonać to właśnie zjeść tę wielką, wstrętną, obrzydliwą żabę. Nie odsuwać ją od siebie. Nie zamykać oczu i uciekać przed nią. Tylko połknąć, jak lekarstwo. Jeżeli uda Ci się załatwić już na początku dnia tę niechcianą, przerażającą Cię i zniechęcającą Cię sprawę – dostaniesz mega giga wielkiego kopa energetycznego i cała reszta zadań, które masz do wykonania jeszcze tego dnia przejdzie Ci gładko, lekko, niemal przyjemnie 😉 W końcu przecież to najgorsze masz już za sobą! Poza tym – bardzo często się okazuje, że to, co PRZED wydawało się takie straszne, wcale nie było aż takie 🙂 To oczywiście ogromny skrót i uproszczenie tego, o czym pisze autor książki, ale mam nadzieję, że kumacie o co chodzi?

  2. Planowanie.

    To mega istotny element domowego funkcjonowania: Zaplanujcie sobie każdy dzień Waszego kolejnego tygodnia. Myślicie: „Planowanie??? eeee! Nuudaaa! My chcemy żyć spontanicznie!”. Po pierwsze: życzę powodzenia ;] Po drugie: ale ja Wam nie każę planowac każdego dnia co do minuty 😛 Zaplanujcie zarys. Np:

    7:00 – pobudka (mycie się, ubranie, śniadanie)

    8:00 – lekcje (matma i fiza)

    10:00 – drugie śniadanie

    10:30 – lekcje (biola i chemia)

    12:30 – przerwa na Larę Croft i Temple of Osiris 😉

    14:00 – lekcje (polak)

    15:00 – obiad i wolne

    W międzyczasie do zrobienia:

    – tel. do Franka

    – buziaczek dla Kaśki

    – buty do szewca

    – wyjąć kurczaka z zamrażarki

    Ależ oczywiście, że nie da się zrealizować wszystkiego co do minuty. Ale jest bardzo duża szansa, że o 15:00 skończycie zajęcia i nie dość, że będziecie mieli całe wolne popołudnie, to jeszcze nic nie będzie wisiało Wam na głowie, że jeszcze musicie to zrobić. To daje mnóstwo dobrej energii do działania. Uwierzcie mi, że w takie dni, w których udaje mi się zrobić wszystko, co muszę do np. godziny 12:00 daje mi takiego kopa, że do końca dnia wyrabiam 180% normy (w sensie: wykonuję pracę również z kolejnego dnia roboczego i dzięki temu – następnego dnia mogę sobie odpocząć i spędzić czas na czymś innym, niż praca 🙂 ).

    Powyższy plan jest oczywiście abstrakcyjny – musicie go sobie dostosować do Waszych potrzeb i okoliczności, w jakich funkcjonujecie. Jeśli potrzebujecie pomocy, podpowiedzi – napiszcie na prive – pomogę z radością. Tylko też się nie denerwujcie, że nie odpisuję dłuższy czas – nie mam FB ani Msg na telefonie. Wchodzę przez przeglądarkę. Zatem – nie wiem, że ktoś do mnie pisze, zanim nie wejdę i nie sprawdzę co tam na fejsie 😛

  3. Ergonomia działania.

    Czyli planowanie z sensem. Planowanie tak, aby tracić jak najmniej czasu. Jak to zrobić? Łączyć podobne – na przykład. Czyli gdy odrabiasz biologię i masz do odrobienia jeszcze chemię i język angielski, to połącz biologię i chemię w jeden blog. Jest wielce prawdopodobne, że będą wymagały skorzystania z tych samych narzędzi. Jeśli wiesz, że musisz iść do kuchni po kawę i jednocześnie masz na swojej liście zadań „wyjęcia kurczaka z zamrażarki” to zrób to „za jednym zamachem” 🙂 I tutaj też dowiesz się jak istotne jest zapisanie wszystkich rzeczy, jakie musisz wykonać danego dnia: między innymi właśnie po to, by WIDZIEĆ i MYŚLEĆ jak to ogarnąć w jedną logiczną całość i nie miotać się po swoim dniu, tracąc czas i nerwy. I bardzo szybko może się okazać, że to, co zajmowało nam 4 godziny, teraz będzie nam wypełniało nie więcej, niż półtorej.

  4. Metoda sera szwajcarskiego.

    Czym się charakteryzuje taki ser? Ano tym, że ma dziury. I my też możemy mieć dziury. Albo raczej: robić sobie dziury w czasie 😉 Jeżeli masz przed sobą zadanie, o którym wiesz, że jest duuużeeee i wykonanie go może Ci zająć wiele ciężkich godzin i wiesz również, że nie podołasz wykonaniu całego naraz – zrób sobie w nim dziury 😛 Np.: wiesz, że masz do napisania wypracowanie – kobyłę na język polski 😉 Załóż sobie, że będziesz pisał 45 min. a potem przez 10 min. możesz powisieć na necie. A potem znowu pisz przez 45 min. I znowu przez kolejne 10 porób coś innego: zrób szybko zadanie z matmy, a jeśli potrzebujesz odsapnąć – pograj w głupią gierkę. ALE!!! Pilnuj czasu! Jeśli zaczniesz rozciągać przyjemności zanim ukończysz robotę – zobaczysz, że żaba zje Ciebie 😛

Myślicie sobie: „łeeee…. to takie… dla dorosłych!”. A Wy to co? dzieciaczki jeszcze? Dorośli już jesteście. Jakby to powiedziała mi moja mama: stare konie! 😉 Wiem, że ta sytuacja jest trudna: wielu z Was boi się bardziej, niż na głos przyznaje. Wielu jeszcze nie kuma co tu się wyrabia. A tu jeszcze każą się uczyć w domu, gdzie młodsze rodzeństwo włazi na głowę, każdy w kółko czegoś od Was chce i jeszcze słońce za oknem świeci 😛 Wiem, że jest trudno. Na serio – wiem… My (nauczyciele) wcale nie jesteśmy w takiej odmiennej sytuacji. I Waszym rodzicom, jeśli siedzą na pracy zdalnej w domach – też nie jest łatwo. Bowiem sytuacja jest trudna, nie łatwa. Musimy sobie jakoś wszyscy wzajemnie pomóc, żeby to przetrwać bez większych uszczerbków na zdrowiu fizycznym i psychicznym 😉

I tu następuje jeszcze parę praktycznych rad ode mnie:

  1. Wstawaj rano.

    Niezależnie od tego, czy jesteśmy „rannymi ptaszkami” czy „nocnymi markami” jesteśmy bardziej produktywni w porannych godzinach. Na świecie wtedy panuje większy spokój i cisza. A jeśli będziesz miał mniej rozpraszaczy i przeszkadzaczy – szybciej uporasz się ze swoimi zadaniami. ALE UWAAGAA!!! Jeżeli wstajesz rano i zamiast pracować gapisz się tępo w kartki zeszytów – może się okazać, że jesteś tym ułamkiem procenta, który nie może pracować rano. W takim przypadku – poszukaj pory, w której pracuje Ci się najspokojniej i najbardziej wydajnie. Przetestuj różne pory dnia. A może już to wiesz? Wciel w życie! 🙂

  2. Komunikacja.

    Nie bójcie się mówić o swoich potrzebach: nam, rodzicom, rodzeństwu, znajomym. Jeżeli zadajemy Wam za dużo – powiedzcie. Oczywiście grzecznie i z wzajemnym szacunkiem: „Pani X kochana! To trzecie zadanie w tym tygodniu. Nie mamy szansy odrabiać innych lekcji – błagamy o litość” 😉 Na przykład 😉 Albo „Panie Y kochany! Bardzo nam brakuje Pana pomocy przy rozwiązywaniu zadań z przedmiotu Y. Czy możemy prosić o jakąś zdalną pomoc? Nie tylko kolejne kartki z podręcznika, do przeczytania?” Kumacie o co kaman?

  3. Asertywność.

    Macie prawo też mówić „przepraszam, ale nie”. Np. „mamo, przepraszam, ale nie mogę ci teraz pomóc, bo się uczę”, „Nie, siostra, teraz się z tobą nie pobawię, ponieważ piszę wypracowanie z języka polskiego”. Być może potrzebujecie rozmowy z kimś i wyjaśnienia mu, że owszem, nie chodzicie teraz do szkoły, ale nie macie wolego od nauki.

  4. Proszenie o pomoc.

    A może potrzebujecie, żeby ktoś z nas z kimś porozmawiał i coś wyjaśnił? Nie bójcie się poprosić o pomoc. Nie bójcie się prosić o pomoc przy lekcjach. A może wiecie, że codziennie ok 11:00 Wasza mama robi sobie drugą kawę? Podejdźcie i poproście o pomoc: „Mamo, gdybyś w czasie parzenia kawy mogła zrobić mi kanapkę, nie traciłbym czasu na samodzielne przygotowanie sobie posiłku i dzięki temu może udałoby mi się wcześniej kończyć lekcje”. Pamiętajcie zawsze o tym, że nikt nie siedzi w Waszej głowie, nikt nie rozumie za Was sytuacji, w której jesteście. Jeżeli nie wyrazicie na głos (ale bez kłótni i złości!) swoich potrzeb, wątpliwości i próśb – nikt ich za Was nie wypowie. A jeśli nie zostaną wypowiedziane na głos, to jest bardzo duże prawdopodobieństwo, ze nikt się tego nie domyśli 😉

  5. Skupienie.

    Gdy już pracujecie – pracujcie i nie rozpraszajcie się. Wyciszcie telefon, wyłącznie FB w przeglądarce, poproście sąsiada, żeby ściszył swoje radio 😉 Im bardziej się skupicie – tym robota Wam szybciej pójdzie. I to nie są jakieś tanie chwyty marketingowe 😛 Znacie to?: Czytacie zadanie z matmy, ale pod koniec treści – odzywa się czat na FB, więc czytacie, bo pewnie sprawa nie może poczekać. Okazuje się, że to kolega podesłał Wam właśnie głupiego (śmiesznego, ale wciąż głupiego mema). Chcecie rozwiązać zadanie, ale… już zostaliście rozproszeni, więc zaczynacie czytać od początku. I właśnie otrzymujecie powiadomienie z insta, że ktoś skomentował Waszą focię. No to już zupełnie nie może poczekać! I jeszcze trzeba odpisać debilowi, że się nie zna. Albo wysłać serduszko psiapsiułce, bo jest zachwycona. A potem można sprawdzić co kto nowego wrzucił. I nagle po 20 minutach skrolowania orientujecie się, że zadanie z matmy ciągle nie rozwiązane… Znacie to, nie? Spoko, ja też 😀 Poproście zatem i swoich bliskich, aby w miarę możliwości nie przeszkadzali Wam. Pomyślcie ile czasu tak tracicie. Zadanie, które mogło Wam zająć 5-10 minut, nagle się okazuje, że zabrało Wam z życiorysu 2 godziny… I po co?

Na dzisiaj to tyle. Jeżeli coś istotnego jeszcze mi się w tej kwestii przypomni – na pewno to dopiszę 🙂 A tymczasem: przeczytajcie to, posłuchajcie starszych, przetestujcie, zobaczcie jak genialnie to działa! 🙂 Jesteście teraz sami odpowiedzialni za swój czas. Ale odpowiedzialność to nie tylko prawo do robienia tego, co się chce i kiedy się chce i jak się chce, ale również umiejętność patrzenia co jest dobre a co lepsze i ponoszenia konsekwencji swoich wyborów.

Witajcie w naszym świecie Młodzi Dorośli :*

PS. Foty są oczywiście totalnie od czapy – aby się przyjemniej tekst czytało 😉