Nie, nie chcę tu pisać o datkach, jakie możecie dać na swojego fotografa 😉 Robię raczej “przedruk” swojego tak zwanego wykładu, jaki miałam przyjemność wygłosić na III Warsztatach przedślubnych z Arianne. Obiecałam wtedy przyszłym Pannom Młodym, że ten wpis znajdzie się na moim blogu. Zatem teraz, w końcu!, voile! 🙂

Generalnie to, jak będzie wyglądał Wasz ślub na zdjęciach zależy przede wszystkim od fotografa, jakiego wybierzecie. Ale wbrew temu, co sobie sami myślicie – to tylko jakieś 80% sukcesu. Pozostałych 20, według starej dobrej zasady Pareta, zależy od Was. I zanim się święcie oburzycie – przeczytajcie 🙂

  1. Najpierw rzecz, wydawałoby się oczywista a jednak bardzo często zaniedbywana w nawale przedślubnych zajęć: z fotografem, który na tym etapie jest Waszym partnerem biznesowych – należy porozmawiać ;] Mówiłam o tym już w tamtym roku ale to taka zasada, którą będę powtarzać do upadłego: Na czas współpracy z Fotografem powinniście przyjąć, że jest to Wasz partner z biznesie. I tak, jak z każdym partnerem – po prostu dużo i szczerze rozmawiajcie. Opowiedzcie po trosze czego oczekujecie od zdjęć i ustalcie wspólną koncepcję. Bo to naprawdę nie jest tak, że fotograf to fotograf, bo z jakiegoś powodu wybrały Panie właśnie tego a nie innego człowieka, który będzie upamiętniał Waszą uroczystość. Przy czym – poza przedstawieniem mu swojego punktu widzenia, posłuchajcie również tego, co on może Wam podpowiedzieć jeszcze na etapie przygotowań. I zaufajcie mu – on przecież od lat robi zdjęcia na ślubach i weselach. Dla Was to zwykle pierwszy… no! może drugi ślub, a dla niego….? W najgorszym wypadku – pięćdziesiąty, sześćdziesiąty albo i dwusetny 😉

  1. Zanim jeszcze ustalicie całokształt Waszej współpracy z fotografem dobrze sobie przemyśleć kwestię jego obecności w trakcie oczepin. Powiem szczerze, że ja to swoim Parom Młodym odradzam i w 95% przypadków oni mi za to potem dziękują. Ja wiem, ja wiem: przed weselem wydaje nam się, że tak bardzo chcemy mieć zdjęcia z oczepin w swoim albumie. Bo to taka świetna zabawa jest i wtedy wszyscy najlepiej tańczą i jest tak śmiesznie… W praktyce jednak wygląda to tak, że większość gości już jest pod wpływem alkoholu – nazywając rzeczy po imieniu – i niestety, ale to, co wydaje nam się w trakcie tej świetnej zabawy najlepsze – potem na zdjęciach może wyglądać to całkiem dosyć średnio. I ja tu absolutnie nie chcę nikogo obrazić ani wyśmiewać. Jednak moje doświadczenie z robienia zdjęć w czasie zabaw oczepinowych jest takie, że… nikt ich potem nie chce oglądać. I nie dlatego, że złośliwie robię zdjęcia w trakcie trwania jakichś żenujących sytuacji, tylko dlatego, że obiektyw instynktownie podąża tam, gdzie coś się dzieje. I ostatecznie wychodzi na to, że to był tylko zmarnowany mój czas i Wasze cenne pieniądze.

  1. Profesjonalny make up w dniu ślubu to absolutny ‘must have’ – powie Wam to nie tylko każda konsultantka ślubna, ale również każdy fotograf, bo i dla niego nie jest to bez znaczenia. Jeżeli zajrzyjcie w swoje umowy ślubne z wnikiem, może się okazać, że jest tam dosyć poważny zapis o tym, że zdjęcia nie podlegają retuszowi w Photoshopie. Dobrze jest wtedy zadbać, by nasza kobieca buzia wyglądała tego dnia jak najlepiej – a nikt nie zrobi tego lepiej, niż profesjonalna, podkreślam PROFESJONALNA wizażystka.

Ale to było tak tytułem wstępu i rozgrzewki – takie bardziej sugestie, niż faktyczne zasady, których powinniście się trzymać. Dobre rady, które zastosowane w życie z pewnością przyniosą dobre owoce, ale gdy się je pominie – fotograf i tak da sobie radę 😉

 

  1. Skoro już jesteśmy przy temacie make upu i przygotowań – jeżeli przygotowania odbywają się u Was w mieszkaniu/domu, naprawdę baaardzooo warto zastanowić się nad ilością osób, które Wam będą w trakcie tych przygotowań towarzyszyły. I to absolutnie nie jest sugestia, ze jeśli macie zatrudnionych dwóch kamerzystów, to na przygotowaniach powinien być tylko jeden. Bardziej chodzi mi o ograniczenie ilości Waszych bliskich w tym czasie. Pamiętajcie, że zasady są takie:
    A. Im więcej osób na zamkniętej przestrzeni, tym większe prawdopodobieństwo wchodzenia sobie w drogę i wzajemnego przeszkadzania sobie.
    B.Im więcej osób na zamkniętej przestrzeni, tym większe prawdopodobieństwo wystąpienia konfliktu.
    C. Im większa grupa osób przeżywa stres, tym większe prawdopodobieństwo wystąpienia ataków paniki, histerii bądź niekontrolowanych wybuchów agresji.
    D. Im mniej osób na zamkniętej przestrzeni, tym lepiej i swobodniej się oddycha.

A przecież i nam i Wam zależy na tym, żebyście tego dnia były w dobrym humorze, w dobrym nastroju, ponieważ wszystko to, co przeżywacie – zostanie utrwalone na zdjęciach. Jeżeli ilość przeżywanych nerwów będzie przewyższała ilość dobrych emocji, to również tych fajnych zdjęć będzie mniej w stosunku do tych, których nigdy Wam nie pokażemy 😉

  1. Nawiązując jeszcze do przygotowań kosmetycznych przed dniem ślubu. Być może nie każdy fotograf się ze mną zgodzi, ale…. ja bardzo żarliwie odradzam solarium przed ślubem. Nie wiem czy to w ogóle jest jeszcze modne, bo coraz rzadziej co prawda spotykam Panny Młode z takim pomysłem, ale na wszelki wypadek uprzedzam: solarium i inne samoopalacze – NIE. Raz, że dodają takiego specyficznego, sztucznego odcienia do opalenizny, który nijak dobrze nie wygląda, a już szczególnie na zdjęciach a już szczególnie w białej (lub prawie białej) sukni ślubnej. Ale to tylko część problemu. Czasem zdarza się sytuacja, że na zdjęciu mamy: super opaloną Pannę Młodą i jej świeżo upieczonego męża, wyciągniętego właśnie z jakiejś ciemnej klity, do której słońce nie docierało najwyraźniej latami, bo Pan Młody jest koloru kości słoniowej. Kontrast, który tworzy się na zdjęciu jest baaardzooo trudny do zniwelowania. Różnica między Panem Młodym a Panną Młodą jest tak duża, że aż nieprzyjemna. Także… sztuczna opalenizna to zdecydowanie ZŁY pomysł.
  2. Natomiast dopiero teraz przechodzę do ciężkiej amunicji, jaką przygotowałam na Was drogie Panie. Na ten dzień, ten szczególny, wyjątkowy i zwykle niepowtarzalny dzień, powinniście drogie Panie wprowadzić sobie dwa bardzo szczególne ZAKAZY i bardzo konsekwentnie nauczyć się ich przestrzegać. PIERWSZYM powinien być zakaz….. GARBIENIA SIĘ! Garb u Panny Młodej (poza oczywiście trwałymi schorzeniami) to jest rzecz absolutnie i totalnie NIEDPOUSZCZALNA. Żadna, nawet najpiękniejsza suknia ślubna nie prezentuje się dobrze na kobiecie, która się w niej garbi. Zaraz możecie mi tu wyskoczyć , że ojejej a myśmy widziały taką modelkę i ona była piękna i tak trochę miała zgarbione te plecy. OTÓŻ!!! Profesjonalnie pochylone do przodu ramiona profesjonalnej modelki to naprawdę nie to samo, co nasze, wynikające z zaniedbania, pospolite garby. Mam nadzieję, że Panie nie czują się urażone tym, co mówię, to nie osobista wycieczka do którejkolwiek z Pań, tylko wynik wieloletnich obserwacji Panien Młodych tak ogólnie.

 

Jak już zapewne zaczynają Panie dostrzegać – nie da się zrobić tak, żeby suknia ślubna wyglądała ładnie w tej pierwszej wersji karykatury. Możecie się wiązać gorsetami tak, że oddychać nie będziecie mogły, ale to nie załatwi całej sprawy przygarbionych pleców. Widać to szczególnie w dwóch momentach: gdy Młodzi stoją przed księdzem w kościele i gdy potem jest śpiewane pierwsze sto lat na sali weselnej. A często jeszcze w trakcie podziękowań dla rodziców. I naprawdę wygląda to tak sobie. I naprawdę fotograf nie będzie poprawiał tego w fotoskopie! 😉 Garbienie się sprawia, że Wasz całkowity wygląd zostaje troszkę zepsuty. A jeśli jest zepsuty na żywo, to na zdjęciach też niestety będzie…

I naprawdę rozumiem, że jest to taka trochę nasza krzywizna cywilizacyjna, wynikająca z zasiedzenia przed kompem, przed jakimkolwiek innym ekranem, zostaje nam po ciąży, po dzieciach, po pracy i wielu innych rzeczach. Ale tak, jak chodzą Panie przed ślubem na zabiegi kosmetyczne, tak jak dobrym pomysłem jest rozchodzenie sobie butów, tak samo świetnie zadziała ćwiczenie właściwej postawy ciała: kijek od szczoty pod ręce, książka na głowę, 5-10 minut dziennie przez chociaż parę tygodni i poprawa efektu wizualnego gwarantowana!

 

  1. Ale wracając już do samego dnia ślubu. Drugim istotnym zakazem, który powinien być przestrzegany z równym a może nawet i jeszcze większym zaangażowaniem jest…. całkowity i absolutny ZAKAZ KŁÓTNI i FOCHÓW. I oczywiście nie chodzi mi o to, że to będzie źle wyglądać na zdjęciach 😉 Tylko wprowadzanie w tym dniu atmosfery stresu naprawdę nie służy niczemu dobremu. Stres źle będzie działał nie tylko na Was ale wpłynie niekorzystanie również na całe otoczenie. Mam nadzieję, że większość z Was ma teraz w głowie taką myśl: „nieme nooo! Kto to słyszał kłócić się w dniu ślubu!? My tak na pewno nie będziemy”! Jeśli tak myślicie, to dobrze, bo jest pewna szansa, że tak naprawdę będzie. Ale jeśli należycie do grona osób porywczych i dosyć łatwa wpadających w burzliwe emocje – jak na przykład ja, to z samego rana w dniu ślubu musicie zrobić jedną rzecz: POSTANOWIĆ, że nie będziecie krzyczeć, nie będziecie się obrażać, nie będziecie się złościć, choćby nie wiem co! I to na serio pomaga. Najlepiej to zrobić wraz z ustaleniem sobie priorytetów na ten niezwykły dzień: pamiętajcie, że ważniejsze są Wasze uczucia i to, że od teraz będziecie związani węzłem tudzież sakramentem, który z założenia jest nierozerwalny, że pobieracie się z miłości a nie z jakichś innych przyczyn. I że to jest ważniejsze niż: kolor kwiatów w bukiecie ślubnym, wysokość obcasa w butach do sukni, długość welonu i kształt kokardy wiązanej na krzesłach w kościele. Zapewniam Was i robię to z całym przekonaniem: już za rok nikt nie będzie pamiętał ani o kwiatach, ani o butach, ani czy w ogóle miałyście jakiś welon.

  1. Za to z pewnością będą pamiętali Wasze piękne, radosne uśmiechy. Dlatego uśmiechajcie się do siebie caaałyy dzień. Nawet jeżeli zwykle tego nie robicie, to róbcie to chociaż tego dnia. Uśmiech utrwalony na zdjęciu to zwykle jest +10 do atrakcyjności. Nawet jeśli sami macie o swoim uśmiechu jakieś dziwne nie najlepsze zdanie, to zapytajcie się swoich bliskich – ale takich dobrych – czy lepiej wyglądacie z uśmiechem, czy bez. Oczywiście mam tutaj nadzieję, że ten punkt w naszym rozważaniu jest totalnie zbędny, bo sami z siebie w dniu ślubu będziecie tak absolutnie szczęśliwi, że ten uśmiech, jak przyklejony będzie kwitł na Waszych twarzach niezależnie od tego, czy będziecie wtedy pamiętały o tym wykładzie, czy nie 😉

  1. W dniu ślubu przypominam swoim Parom Młodym o trzech niezbywalnych złotych zasadach Fotografki. Nie garbcie się. 2. Uśmiechajcie się do siebie. 3. Nie patrzcie na mnie. Pozostaje nam więc do omówienia jeszcze ta trzecia kwestia. I serio! Nie patrzcie się w stronę fotografa. A już szczególnie w kościele. Na dużej przestrzeni łatwo jest fotografowi zniknąć i stać się przeźroczystym. Ale gdy przestrzeń się zacieśnia, to jest to trudniejsze do zrobienia. I czasami dochodzi do takich wręcz kuriozalnych sytuacji: ksiądz w kościele mówi do Was kazanie, fotograf schowany za filarem tworzy właśnie swoje wymarzone, pełne Waszego skupienia i zasłuchania ujęcie, a tu nagle Panna Młoda szturcha Pana Młodego, odwracają się w jego stronę i pełni radości machają mu rękami… ksiądz się trochę irytuje, bo uważa, ze to wina fotografa, że Młodzi patrzą na niego a nie na księdza, który właśnie do nich mówi. Fotograf ma raczej ostatecznie zepsute ujęcie. A Para Młoda ma dziwną minę, bo fotograf zamiast się cieszyć, to się zawraca na pięcie i ucieka. A oni mu przecież tak ładnie pomachali albo pokazali obrączki. Inna scenka: Młoda wyszykowana, Młody wchodzi do pokoju, by zachwycić się jej niecodziennym widokiem, zaraz będzie błogosławieństwo itd. A on zamiast patrzeć na nią z zachwytem, podziwem i w oniemieniu, to patrzy fotografowi prosto w obiektyw. Czy Wy rozumiecie jak potem dziwnie to zdjęcie wygląda? Dlatego, o ile fotograf sam nie zawoła Was i nie poprosi wyraźnie, byście popatrzyli w jego kierunku, to najlepiej zrobicie, jeśli będziecie udawali, że go nie ma, nie widzicie go, jest niewidzialny, nie istnieje.

  1. Nieustannie wchodźcie ze sobą w interakcje. W każdym momencie, w którym oboje znajdujecie się obok siebie: czy to w trakcie przygotowań, czy na błogosławieństwie, a już koniecznie w trakcie ceremonii i wesela. Bądźcie wobec siebie czuli, radości, okazujcie sobie miłość, życzliwość, przywiązanie, bliskość. Nie ma absolutnie piękniejszych zdjęć, niż te, przepełnione po brzegi Waszymi pięknymi emocjami. I poddawajcie się swoim wzruszeniom – przecież one są najpiękniejsze na świecie! Naprawdę – nie istnieją piękniejsze ujęcia, niż te, które złapały Wasz czuły uśmiech, Wasze pełne wzruszenia i radości spojrzenie, Waszą tęsknotę i bliskość okazaną czułym gestem… Oczywiście nie musicie się z tym teraz zgadzać. Być może macie zupełnie inne wyobrażenia estetyczne na temat swoich zdjęć ślubnych. Biorę to pod uwagę. Ale pozwólcie, że zrobimy mały test. Zamknijcie oczy. I tak serio – zamknijcie oczy i podążajcie wyobraźnią za obrazami, które będę Wam podpowiadać. Wyobraźcie sobie dwa zdjęcia. Najpierw pierwsze: piękny krajobraz, egzotyczne miasteczko w górach, białe ściany i ciemne dachy malowniczych domków. Piękne słońce, błękitne niebo. Na jednym ze wzgórz stoi para młoda, zapatrzona poza horyzont, na którego linii rozwiewa się piękny długi biały welon panny młodej. Ładne zdjęcie…? No pewka! Zachwycające nawet! A teraz drugie zdjęcie: Para Młoda – może urodowo totalnie przeciętna (dla większego kontrastu). Ale wystrojeni na ślub najpiękniej, jak tylko mogli. Zbliżenie na twarze, na których maluje się pełne oddania i miłości spojrzenie, ich twarze aż jaśnieją od miłości, którą darzą siebie nawzajem. Są absolutnie przepełnieni radością, bo oto nadszedł dzień, w którym przed ludźmi i ewentualnie Bogiem, składają sobie obietnice wierności i wyłączności i obecności do końca życia. Może są trochę tym przerażeni, lecz ufają tym uczuciom, które ich przepełniają i wierzą, że będą nimi przepełnieni do końca życia. I to wszystko jest wypisane na ich twarzach, jak teraz na mojej kartce z mnóstwem słów. Które zdjęcie wolicie? Nie odpowiadajcie mi – odpowiedzcie sobie samym: PIERWSZE czy DRUGIE? Ja zawsze będę wolała drugie. Bo taką już mam filozofię i życia i swojej pracy.

III Warsztaty Przedślubne zorganizowała Arianne Moda Ślubna
Współorganizatorami byli: Fotografka Karolina Hrynek,  Zadbana Dama – Martyna Dziczek, Magic Day Wedding & Event Planner Ilona Jabłońska oraz Studio Urody Flaming 
Wsparli nas: Cukiernia Maziuk oraz ED Group 

Fragmenty fotorelacji można obejrzeć na naszej stronie: https://karolinahrynek.pl/album/eventy/

Lub w formie klipu na YT: www.youtube.com/watch?v=apjTFVm2n84&t